Pierwsza sesja bywa trudna. Podczas indywidualnych spotkań mediacyjnych, każda ze stron wyjaśnia mediatorowi swoją perspektywę. Strony nie "konfrontują" swoich stanowisk. Każdy ma swoją wersję wydarzeń, swojego prawnika, swoje liczby. Natomiast zadaniem mediatora nie jest rozstrzyganie, kto ma rację, lecz stworzenie przestrzeni, w której obie strony będą mogły przestać przestawić się z walki na dialog. Brzmi to wręcz idealistycznie, ale umiejętnie zarządzana dyskusja, gwarancja zostania wysłuchanym, bez konsekwencji procesowych dla sporu, stanowią komfortowe warunki umożliwiające rozmowę.
W opisywanej sprawie po trzech godzinach oddzielnie podczas sesji indywidualnych, zadaliśmy każdemu ze wspólników jedno proste pytanie: Jakiej sytuacji oczekuje za rok? Co powinno się zmienić?
Odpowiedzi były niemal identyczne. Obaj chcieli, żeby firma działała. Obaj chcieli wyjść z tej sytuacji z twarzą. Jeden chciał odkupić udziały i przejąć stery. Zaś drugi, wyjść, ze spółki, odzyskując zainwestowane środki i zacząć coś nowego.
Tego nie byłoby widać w żadnym piśmie procesowym.
Po sesjach indywidualnych nadchodzi czas na prawdziwe wyzwanie, czyli spotkanie wspólne, które dobrze jest zacząć od dobrej kawy. Później sprawy równie się toczą...
W tym przypadku, po czterech sesjach skonfliktowani wspólnicy, podpisali ugodę. Ustalili warunki odkupu udziałów, harmonogram płatności, zasady przekazania klientów i zakaz konkurencji. Spółka działała dalej. Żaden z nich nie musiał czekać na wyrok, który i tak mógł trafić do apelacji.